á
â
ă
ä
ç
č
ď
đ
é
ë
ě
í
î
ľ
ĺ
ň
ô
ő
ö
ŕ
ř
ş
š
ţ
ť
ů
ú
ű
ü
ý
ž
®
€
ß
Á
Â
Ă
Ä
Ç
Č
Ď
Đ
É
Ë
Ě
Í
Î
Ľ
Ĺ
Ň
Ô
Ő
Ö
Ŕ
Ř
Ş
Š
Ţ
Ť
Ů
Ú
Ű
Ü
Ý
Ž
©
§
µ
W przypadku „Akademii…” po raz pierwszy zetknęłam się z nią w kinie, oglądając filmową adaptację, tę Krzysztofa Gradowskiego, oczywiście przed wielu, wielu laty, która to ekranizacja zrobiła na mnie wówczas wrażenie piorunujące i do dziś niezapomniane. I w przypadku tego filmu, (...) podobał mi się on bardziej niż tekst, no bo ta muzyka i śpiewane wiersze Brzechwy.
Czytając książkę znowu, miałam poczucie, że część przygód i wydarzeń mocno się zestarzała, chociaż inne bynajmniej nie straciły na oryginalności.
W niektórych historyjkach, składających się na poszczególne rozdziały, brakowało mi ostatniego szlifu, wydawało mi się, że autor po ich napisaniu, już nigdy do nich nie wrócił i ich ponownie nie przeczytał, dlatego ostatecznie nie zredagował. Świadczy o tym, chociażby nadużywanie we wszystkich przypadkach i konfiguracjach przymiotnika „rozmaity”.